Dlaczego serialowej "Singielce" po zrzuceniu tyłka wcale nie jest łatwiej w życiu

Tak. Oglądam ją.

Najpierw oglądałam z ciekawości. Potem dlatego, że nie miałam nic lepszego do roboty. Potem zaczęłam ją lubić. A teraz?

Teraz irytuje mnie już troszkę w niektórych momentach. Ale tylko niektórych. Bardzo często się z nią utożsamiam, bo:

a) jest samotna,

b) nie umie udawać,

c) jest, a właściwie była, "przy kości" (ha! ulubione słowo babci!).

I tak - samotna jest, nie wiadomo w sumie dlaczego. Trochę się boi, ale w sumie to zakochała się w kimś, kto ostatnio sprawia wrażenie bardziej życiowej pierdoły niż faceta, więc też bym się bała. A najgorsze że boi się on. Blee, facet typu ciepłe kluchy to najgorszy możliwy sort.

Nie umie udawać. Ja czasem umiem ugryźć się w język, albo po prostu dla świętego spokoju powiedzieć  "tak, zgadzam się, jasne". Ale chciałabym nie udawać. Chciałabym się zmienić. Ostatnio mam takie wewnętrzne postanowienie, że będę mówić, co mi się podoba, i przestanę być konformistką. Zobaczymy.

Była przy kości. No, niestety, była. Cudownie schudła, nie katując się specjalnie na siłowni. Chyba ma to coś wspólnego z zaprzestaniem pożerania tortu bezowego. Wszystko fajnie. Ja też schudłam swego czasu. Wyglądałam super fajnie! Wierzyłam, że skoro tak wyglądam, to teraz już wszystko się zmieni i faceci będą walić drzwiami i oknami. Taaa. Po pół roku stwierdziłam, że na liściu sałaty i pieczywie Wasa jestem tak samo samotna jak na schabowym. Więc zaczęłam jeść normalnie i znów wróciłam do swojej wagi. Trudno, taka pewnie mi pisana.

Jeśli chodzi o wagę singielki, to tu właśnie pojawił się problem. Wymarzyła sobie szczupłą figurę - dostała. Wymarzyła sobie super faceta - i też go dostała!! No ja pierdzielę, jak bum cyk cyk! Konrad! To jest taki facet, idealny!

W tym momencie zwykle orientuję się, że właśnie wchodzę w tę znaną fazę wcielania się w bohatera serialu. Ale, żeby do końca nie wyjść na wariatkę, odniosę to do rzeczywistości. Bo przecież właśnie tak jest z większością singielek! Zakochane nie widzą, że facet, którego kochają jest głupkiem, a ten, którego tylko lubią, jest idealny. Czasem ten, którego kochają, istnieje dosłownie tylko w ich głowie - książę na białym rumaku, na przykład. Spotykają w takim właśnie momencie swojego życia kogoś bardzo fajnego, ułożonego, skrojonego na miarę. No ale... "nie wiem... przecież Go nie kocham... jak to tak, nie strzelił mnie na wejściu grom jasny z nieba, więc to na pewno nie to".

Singielka przecież ma to samo! Każdy z boku patrzy sobie na tego biednego Konrada i puka się w głowę, jak mogła dla niego nie zwariować! Facet wie czego chce, umie o to walczyć i nie poddaje się przy pierwszej przegranej. Ale ona kocha tego drugiego. Z wielkim tyłkiem czy bez, nic dla niej się w tej kwestii nie zmieniło. I na bank w końcu się nawet zejdą.

Głupie jest przeżywanie seriali, ale w tym przypadku bardziej głupie jest to że ten serial to prawda. To niestety powszechne zachowanie kobiet - każda z nas w jakimś momencie zachowuje się jak Elka, a i wielu facetów bywa Tomaszem. A czasem nim nawet zostaje. Ale to już temat na inne przemyślenia :)

A więc czemu Elce nawet bez tyłka jest źle w życiu? Bo każdej singielce, bez względu na wagę, bywa źle. I to bardzo fajnie, że ktoś zrobił o tym serial.

Komentarze

Popularne posty